Zgodnie z zaplanowaną formułą cyklu o przewodnikach duchowych, w której linearność czasu uznałem za pojęcie względne, zrobię dziś przeskok o parę tysięcy lat. Przeniesiemy się z pola bitwy Kurukszetra, gdzie spotkaliśmy Krysznę, na Wyspy Brytyjskie początku XX wieku. Tam bowiem, w roku 1915, urodził się bohater niniejszej gawędy – Alan Watts
Przyszedł na świat we wsi Chislehurst w Anglii. Jego ojciec był reprezentantem firmy Michelin w Londynie, matka gospodynią domową. Z powodu skromnych zasobów finansowych Wattsowie zdecydowali się żyć na wsi. I tak właśnie, wśród wiejskiego otoczenia i przyrody mały Alan dorastał, co – jak sam niejednokrotnie podkreślał – nie pozostało bez znaczenia dla jego pojmowania świata. Ponoć już od dziecka był niezwykle wrażliwy, szczególnie fascynowały go religie i sztuka Wschodu. Dzięki mamie, która z upodobaniem zbierała obrazy z tamtego rejonu świata, Watts wnikał w kulturę Chin i Japonii, dużo też czytał na ten temat, w wyniku czego szybko, bo już w wieku szesnastu lat był zadeklarowanym buddystą. Został nawet sekretarzem London Buddhist Association, założonego przez jego wczesnego mentora Christmasa Humphreysa. Chłonął buddyzm, szczególnie koncentrując się na praktyce Zen, i obracał się w kręgach ludzi zafascynowanych tą doktryną. Ożenił się z Eleonor Everett, córką amerykańskiej pionierki Zen Ruth Fuller Everett. Przeprowadzili się do Nowego Jorku, gdzie poznał wielu charyzmatycznych nauczycieli związanych z First Zen Institute i nadal doskonalił się w praktyce medytacji. Z tego okresu pochodzi jego pierwsza publikacja poświęcona Zen (The Spirit of Zen).
A jednak, co ciekawe,
nie porzucił religii swoich przodków
Związane to było z innym, jak na owe czasy, nieszablonowym pojmowaniem religii jako takiej. Już wówczas bowiem, mając zaledwie dwadzieścia kilka lat, doszedł do wniosku – co wypominali mu zarówno anglikańscy duchowni, jak i niektórzy uczący go wielcy mistrzowie Zen – że prawda ukryta jest w każdej doktrynie. Nie uznawał ograniczeń w tym względzie, a tym, czego szukał w duchowości był przede wszystkim spajający ją mistycyzm.
Każda religia powinna być samokrytyczna, w przeciwnym razie szybko obróci się w obłudną hipokryzję





