
Wartości literatury nikt głośno nie podważa. Króluje na światowych uniwersytetach. Jej przedstawiciele stają na piedestale Nagrody Nobla. Tymczasem książki po cichu znikają z list zakupów Polaków, a małe kameralne księgarnie z dnia na dzień – z mapy kulturalnej kraju. Władze stolicy podjęły próbę ratowania sytuacji. Czy nie jest za późno? Czy odejdzie w niepamięć to szczególne dla Nieznanego Świata miejsce przy ul. Kredytowej 2? DUCH drzemiący tam wśród półek?
Księgarnia niczym świątynia
Miłość i szacunek do książek przechodzą z pokolenia na pokolenie. Jeśli dziadkowie i rodzice czytają, to kolejne pokolenie obcuje z bajkami i kolorowymi historyjkami, a dorastając, samodzielnie sięga po lektury.
Od małego podlegałam fascynacji książkami. Czytane mi bajki znałam na pamięć. Niemal nabożnie wpatrywałam się w grzbiety tomów ustawionych w wielkiej przeszklonej bibliotece dziadka. Sztywne okładki, nierzadko skórzane grzbiety, przedwojenna francuska encyklopedia oprawiona w wiśniową skórę. Tę fascynację przeniosłam na bibliotekę rodziców. Mogłam sięgać po wszystkie pozycje z pierwszego rzędu, na te z drugiego musiałam mieć zgodę. Z dużym przejęciem kompletowałam swój księgozbiór. Jako nastolatka otrzymałam na książki własny regał, sięgający niemal pod sufit.
Od dziecka pobliskie księgarnie i biblioteki były dla mnie niczym świątynie. Każda wyprawa z tatą do takiego miejsca stawała się świętem. Książki były w rodzinie częstym, upragnionym prezentem.
Pamiętam jak mój młodszy brat, który nie chciał uczyć się czytać, podczas spaceru stanął przed witryną księgarską i oznajmił pokazując palcem – chcę tę książeczkę. Pozycja traktowała o zwierzętach prehistorycznych i przeznaczona była dla osobników zdecydowanie starszych niż drugoklasista. Kubuś uparł się, że będzie ją czytać samodzielnie. Tata powątpiewał w to, ostatecznie jednak skapitulował, a braciszek nie tylko nauczył się na niej czytać, ale po wielokrotnej lekturze znał ją niemal na pamięć, mógł godzinami opowiadać o prehistorycznych stworach.
Spektrum moich lektur zawsze było szerokie i takie zostało do dziś. W zaprzyjaźnionych domach też czytano, a półki zapełniały rodzinne księgozbiory. Myślałam wówczas, że tak będzie zawsze i u wszystkich. Jakże się myliłam.
Bardzo szybko DUCH książek, a może intuicja, zaczęły mi podpowiadać, po jaką pozycję powinnam akurat sięgnąć, aby np. znaleźć podpowiedź na nurtującą mnie kwestię. Były to i dobre, radosne, ale i smutne sprawy. Przeciągałam delikatnie dłonią po grzbietach, a jeden z nich sam pchał się do dłoni lub wypadał pod nogi. Taka była dla mnie magia literatury. Marzyłam, aby kiedyś podróżować i pisać. Jako nastolatka, dzięki pozycjom podróżniczym, nawiązałam korespondencję z osobami z różnych zakątków świata.
Mole książkowe, czyli książkoholicy to osoby, które bardzo lubią książki, czytają je często i otaczają się nimi, co może wpływać na ich sposób postrzegania rzeczywistości – szerszy, bardziej empatyczny, ale i analityczny. Przekłada się to na bardziej kreatywne funkcjonowanie w rzeczywistości.
Książkowe mole myślą inaczej
Okładka majowego numeru NŚ pokazuje dziewczynę, która wyrastała wśród książek i żyje nimi. To jej świat, ale otwarty dla innych.
Choć Światowy Dzień Książki przypada w Polsce 23 kwietnia, świętujemy czytelnictwo w maju. Organizowane są wówczas Targi Książki i inne imprezy promujące tę ideę. Szczególne miejsce zajmuje tu Ogólnopolski Tydzień Czytania Dzieciom.
Okazuje się, że książka to nie tylko rozrywka. Obserwacje psychologiczne i badania naukowe potwierdzają, że mole książkowe, czyli czytacze, myślą inaczej. Czytelnictwo wpływa na przetwarzanie informacji, empatię, sposób myślenia oraz funkcjonowania.
Regularne zagłębianie się w lekturę nie tylko dostarcza wiedzy, edukując nas, ale i trwale zmienia strukturę myślenia. Wizualizowanie fabuły czytanego tekstu rozwija naszą wyobraźnię, jak się okazuje, bardziej niż media wizualne, jak np. gry i filmy, gdzie obraz jest podany niejako na tacy.
Czytelnicy, analizując charaktery i postawy bohaterów, przechodząc od fikcji do rzeczywistości, lepiej rozumieją zachowania ludzi. Lektura sprzyja otwartemu, abstrakcyjnemu myśleniu.
Śledząc złożone fabuły, rozwijamy zdolność łączenia faktów oraz myślenie analityczne, co też wpływa na postrzeganie rzeczywistości i kreatywność. Pozwala to nam spojrzeć na życie z różnych punktów widzenia, a dzięki temu oderwać się od szarzyzny codzienności, jeśli taka nam doskwiera.
Jeszcze jedna dobra wiadomość dla książkoholików. Czytanie, zapewniając trening mózgu, może opóźniać jego starzenie się nawet o 32% i spowolnić inne zaburzenia umysłowe.
Spróbujmy wypunktować korzyści, jakie – zdaniem naukowców – płyną z lektury.
- Czytanie to trening dla mózgu, stymulujący go do pracy. Dzięki temu może opóźniać zaburzenia umysłowe o 32%, a więc zwiększać jego aktywność. Zmniejsza ryzyko choroby Alzheimera o 2%.
- Redukuje stres nawet o 69% niezależnie od tego, po jaką książkę sięgamy. Ważne, by pozwolić lekturze dać się wciągnąć w świat wizji, co pozwala uciec od zmartwień.
- Rozwija umiejętność wysławiania się. Łatwo rozpoznamy ludzi nieczytających po ubogim słownictwie, po zacinaniu się w czasie wypowiedzi. Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wykazały, że tzw. dzieci telewizyjne w wieku trzech lat mówią na poziomie dwulatków oswojonych z czytaniem książek.
- Uczy myślenia. Komunikacja międzyludzka bazuje na słowie. To ono przez odwołanie się do świadomości staje się podstawą myślenia.
- Pobudza wyobraźnię. Czytając, wyobrażamy sobie kolejne sceny i detale. Z czasem potrafimy nakreślić przyszły rozwój scenariusza.
- Wyrabia cierpliwość w podejmowaniu decyzji, w odróżnieniu od telewizji i Internetu, gdzie ogrom informacji otrzymany w krótkim czasie skupia myśli na krótką chwilę. Nie mamy możliwości ich zapamiętania i przemyślenia. Może to skutkować zniecierpliwieniem oraz pochopnym podejmowaniem decyzji.
- Zwiększa wydajność mózgu i inteligencję. Zwłaszcza jeśli jest kontynuowana od dzieciństwa, buduje nasze słownictwo, wyobraźnię, myślenie.
- Czytanie jest zaraźliwe. Zazwyczaj, jeśli rodzice często sięgają po lekturę, to oswajają dzieci z książeczkami od małego. Istotny jest moment, gdy kończy się czytanie na głos, wówczas mały człowiek powinien podjąć samodzielną lekturę. Tu ważny jest element zaciekawienia. Z badań wynika, że 75% rodziców chciałoby, aby ich potomstwo więcej czytało.
Jak widać, to niemała liczba powodów, by sięgać po książkę.
Kontakt fizyczny z książką, dotyk dłońmi jej kartek wprowadza do mózgu kontekst lektury, pozwala lepiej zrozumieć, o czym czytamy.
Dusze skryte na łamach
Książki możemy postrzegać nie tylko jako nośnik wiedzy, ale też ludzkiej duszy i głębokich prawd.
Myśl o duszy skrytej w książkach znajdujemy w tradycji literackiej i filozoficznej. Hiszpański pisarz Carlos Ruiz Zafón w książce Cień wiatru sformułował słynną definicję, która stała się zaczątkiem cyklu Cmentarz zapomnianych książek.
Każda znajdująca się tu książka, każdy tom, posiadają własną duszę. I to zarówno duszę tego, kto daną książkę napisał, jak i dusze tych, którzy tę książkę przeczytali i tak mocno ją przeżyli, że zawładnęła ich wyobraźnią.
Zaś starożytny filozof, pisarz i mówca Cyceron twierdził, iż pokój bez książek jest jak ciało bez duszy. Jak widać, nadaje to księgozbiorom wymiar duchowy, a nie tylko materialny.
Janusz Korczak zwracał uwagę, iż prawdziwym celem książki jest pobudzenie duszy Czytelnika do snucia własnych myśli, co ożywia czytaną historię.
Z kolei angielska pisarka i feministka Virginia Woolf uważała, że książki są zwierciadłem duszy, odbijającym wewnętrzny świat autora i czytelnika.
A Olga Tokarczuk w Zgubionej duszy pokazuje nam los człowieka, który wręcz zgubił duszę i, aby ją odzyskać, musiał nauczyć się czekać.
W licznych pozycjach literatury ezoterycznej czytamy o życiu po życiu, wędrówce dusz oraz ich hierarchii (np. Wędrówka dusz Michaela Newtona).
Biblioteki i księgarnie to miejsca, gdzie spoczywają wiedza i spokój, dając pośród regałów schronienie dla duszy.
Motyw duszy w książkach to także poszukiwanie sensu życia, miłości i odpowiedzi na fundamentalne pytanie o egzystencję człowieka – czytamy na www.empik.com
Ponieważ dusza autora trwa w książkach, możemy obcować z myślami kogoś, kto żył dawno temu. Pisząc, przelewał on na papier swoje marzenia, wartości, lęki. Czytając jego dzieła, wchodzimy w dialog z jego umysłem.
Zagłębiając się w kolejne tomy, zostawiamy coś z siebie, ślad swojej duszy. To zaznaczony fragment, zagięte rogi, ślad palca w miejscach, do których wracamy, niekiedy łza wzruszenia. Wytwór drukarni przesiąka naszymi emocjami.
Każda książka ma swoją duszę. A budzi się ona do życia dopiero wtedy, gdy ktoś otwiera jej strony. Bez Czytelnika jest jedynie papierem, a dzięki niemu staje się żywym światem.
Tak więc w bibliotekach czy księgarniach dusze poszczególnych książek tworzą DUCHA tego miejsca, DUCH ten to nie straszydło skrywające się między półkami. To świadomość potrafiąca odczytać mądrość w Kronikach Akaszy. A także metafora żywego słowa, momentu, w którym dana pozycja trafia w nasze ręce i otwiera się na właściwej stronie, by czytelnik nawiązał kontakt z energią autora, a może otrzymał odpowiedź na nurtujące go pytanie.
To zapowiedź podróży w głąb siebie, a księgozbiór staje się fascynującym labiryntem dla umysłu i duszy. DUCH to też opiekun mądrości, a nawet esencji wiedzy, która ożywa w kontekście naszej świadomości.





