
O tym, że nadchodzące zmiany w otaczającej nas rzeczywistości będą prowadzić do zburzenia dotychczasowych wyobrażeń świata, obalania schematów myślenia i w ogóle przebudowy percepcji, pisałem i mówiłem na niezliczonych prelekcjach. Przy takich okazjach słyszałem, że stanie się tak dlatego, iż zmienią się wibracje wpływające na Ziemię lub na ludzi. Na początku byłem tym jedynie zaskoczony, nie całkiem rozumiejąc, skąd brał się taki przeskok myślowy, jednak teraz mogę to opisać jako pewne ciekawe, nie w pełni rozumiane zjawisko
Zjawisko to ma przy tym długą historię. Jednak zanim do niej przejdę, podzielę się czymś w rodzaju wskazówki, która naprowadziła mnie na właściwy trop. Jeśli w reakcji na słowa o mających pojawić się zmianach percepcji ludzie traktowali to jako odniesienie do wibracji działających na nich, oznaczało to przypisanie źródła zmiany myśli czynnikowi zewnętrznemu. Jest to zjawiskiem psychologicznym dobrze znanym, w istocie oznaczającym, że człowiek (nieświadomy) nie widzi swoich myśli jako źródła swoich działań. Dokonuje projekcji swojej nieświadomości na obiekty ze świata zewnętrznego i wtedy odbiera te treści jako docierające z zewnątrz – inaczej ich nie dostrzega. Erich Neumann (rekapitulując i rozszerzając myśl swojego mistrza C.G. Junga) w Prawach ewolucji świadomości opisał ten mechanizm wyczerpująco.
W takiej sytuacji człowiek nie jest w stanie widzieć inaczej, co już wiele wyjaśnia odnośnie do przemian mających zajść w ludziach – jako że przy takim kontakcie z rzeczywistością nie sposób wyobrazić sobie rozwiązywania jakichkolwiek problemów, więc ów stan wymusza zderzenie się ludzkości ze ścianą, szok percepcyjny.
Ludziom trudno uzmysłowić sobie pojęcie ewolucji ludzkości (człowieka w dziejach), ale im bardziej byśmy się cofali w czasie, tym większą rolę odgrywał taki i podobne mechanizmy oparte na rzutowaniu projekcji psychologicznych. Według wielu hipotez, w czasach zamierzchłych człowiek zachowywał się jakby (pozornie) nie miał własnej woli, bo duchy natury, przodków, różne fetysze czy bóstwa, mówiły mu, co ma robić. To były wyobrażenia, bo tak naprawdę żadne takie byty przecież nie istniały. Były to treści zapełniające pierwotną część umysłu, zwalniające człowieka z jakiejkolwiek odpowiedzialności za swe czyny, czasem makabryczne.
Później przyszły religie z bóstwami antropomorficznymi, ale wciąż po świecie błąkały się dziesiątki istot będących źródłem wszelkiego możliwego zła. Samych projekcji ukierunkowanych na porywanie, zabijanie czy zjadanie dzieci w rodzaju Strzyg, Wiłów, Dziwożon, Lamii, Baby Jagi – było co najmniej kilkadziesiąt. W jednej z książek żmudnie zebrałem parędziesiąt ich imion, ale wciąż dowiaduję się o kolejnych.
Ogólnie rzecz biorąc, im bardziej niedorozwinięty czy stłumiony był czynnik świadomy, tym więcej przerażających istot przepełniało świat wyobrażeń człowieka. Dobry przykład związku między jednym a drugim stanowi średniowiecze, bo nie brakuje ówczesnych opisów czy obrazów, w których człowiek jest oblegany przez wiele demonów naraz. Kryły się one dosłownie wszędzie. Uzupełniały je postacie diabła, Szatana, ale też różne dziwne stwory, które dziś trudno nawet nazwać. Tak czy inaczej, to demon czy diabeł podszeptywał złe myśli czy kusił, najczęściej we śnie. Analogia jest dosyć czytelna i ona sama wskazuje, że w dzisiejszym czasie regresu psychologicznego wielu wciąż tkwi w fazie ewolucji psychicznej podobnej do średniowiecznej.
O tym, że ów poziom gwarantuje nierozwiązywalność czegokolwiek, poprzez ślepotę psychologiczną, przykład średniowiecza świadczy wyczerpująco, bo zastój i nędza tej epoki były przysłowiowe (choć trzeba przyznać, że część badaczy wskazuje, że taki obraz jest stereotypem). Gdyby jednak zgodzić się na dalszy rozwój ujemny człowieka dzisiaj, taki jaki był wtedy, to długo byśmy nie pożyli. Świat średniowieczny był oparty na ciągłych wojnach, również religijnych, przy czym najnowsze badania pokazują całkowitą obojętność ówczesnych ludzi na okrucieństwo. Badacz Daniel Baraz, cytowany przeze mnie w Nieznanej historii ewolucji miłości napisał, po wielu latach poszukiwania źródeł:
Przejściu do chrześcijaństwa zdawało się towarzyszyć zmniejszające się zainteresowanie kwestią okrucieństwa. Okrucieństwo przestaje być tematem rozważań teoretycznych. Myśliciele jak św. Augustyn czy Jerome, nie omawiali okrucieństwa jako tematu samego w sobie. (…) [Na początku średniowiecza] okrucieństwo znika [z dyskursu publicznego] niemal kompletnie. Nie ma dysput teoretycznych o nim, a jeszcze bardziej zaskakuje brak odniesień do okrucieństwa w ówczesnych kronikach opisujących rzeczywistość historyczną pełną przemocy.
Z powodu rozwoju techniki dzisiejszy świat nie przeżyłby długotrwałego cofnięcia rozwoju człowieka. Skonfrontowanie ludzi z prawdą o nich samych będzie więc przeskokiem wyzwalającym. Ludzie średniowiecza nie widzieli, do czego ich utkwienie prowadziło, tak samo, jak nie widzieli okrucieństwa, ale to nie znaczy, że jego ponurych następstw nie było.





