Istota została wprowadzona w system biologiczny planety, nieświadoma transcendentnej międzygalaktycznej supergry. Nie ma się zatem co dziwić, że niedoświadczona podróżuje w świecie własnych urojeń o swoim przeznaczeniu, o wyjątkowej wartości. Pokoleniami konsumuje gorączkową egzystencję w nadanej jej rzeczywistości, przekonana, iż żeglarzem jest i okrętem, Niebem i Ziemią, faktycznie będąc istotą na służbie świadomości i zaprojektowanej dla niej opaczności
Porusza się pełna wiary w siebie od punktu do punktu i to jest mniej więcej wszystko, co potrafi. Podróżuje w zaplanowanej rzeczywistości i czasie, przekonana, że wprawdzie nie jest najlepiej, ale też nie całkiem źle, przecież potrafi dosiąść Pegaza! Przeznaczenie zaś nie wyprowadza jej z błędu, tylko, jak ma to w zwyczaju, stąpa cicho i robi swoje. To podejdzie bliżej i osmali żarem talentu, to wysmaga wiatrem skromności. To oddali się w tajemnicze chłody, to pogłaszcze, to udramatyzuje.
Niestety istota nie wyczuwa powagi chwili, nie widzi, że dzieje się coś niepokojącego i niedobrego. Zauważa, że zachodzą procesy, ale nie rozumiejąc ich, nie potrafi ich opanować.
Pragnie opisywać dobro, przedobre dobro, a tu wyłazi z każdego kąta złe zło i szydzi. Przyplątują się do istoty jakieś dywagacje, jakieś drwiny, jakieś niepokojące uogólnienia. Ktoś wodzi jej piórem po papierze, ktoś ustawia ją przeciw niej samej. Ktoś maluje panoramy nasączone pesymizmem, drżące i niespokojne, niepozwalające odczuwać piękna i odsuwające doznawanie wzruszeń. Kto to? Kto za tym stoi? Może nikt, może istota sama sobie wszystko wymyśla i niestety wychodzi na tym źle?
Być może jednak za kotarą, za tajemniczym lustrem czuwa życzliwe jej przeznaczenie? Może istota otrzymała w darze dobre, życzliwe otoczeniu ego, które dorasta wraz z nią, jednocześnie podsuwając jej pod oczy piękno, ucząc odczuwać, i tak istota dorośleje, mądrzeje, pięknieje i potężnieje?
Może być też tak, że istota otrzymała w darze świat dobry, pogodny, jej życzliwy, a jedynym prawdziwym kłopotem, z którego nie zdaje sobie sprawy jest to, iż jeszcze nie dotarła do tego świata? Bo gdyby było inaczej, gdyby mgła zgryzot była dla niej jedyną i nie do przebicia egzystencją, jaki byłby sens w tym, że gdy istocie źle, gdy nie może już sobie ze swoim istnieniem poradzić, podnosi oczy i ręce ku Niebu?
Rodzi się i staje na nogi w świetle porannych gwiazd brzasku jedyny i niepowtarzalny dzień. Cud tworzenia pierwszych ułamków czasu, wykuwanych w niepojętej skale trwania na twoje zawsze, na moje zawsze. Następuje uroczysta cisza, taka cisza, że w tej ciszy, nawet myśli słychać.
Dedykowane Zygmuntowi B. bez żadnej okazji
dPN
andrzej.szmilichowski@gmail.com





