
To było w czasach, kiedy żyli jeszcze Janina Kamińska i Józef Baj a różdżkarstwo miało się o tyle dobrze, że funkcjonowało w podziemiach. Dosłownie: (Warszawa, ul. Radomska 8).
Jak zwykle działało grono naukowych prześmiewców, którzy zadając kłam brutalnej rzeczywistości twierdzili, niczym Akademia Francuska, że ponieważ oddziaływania cieków wodnych nie widać, więc ich nie ma (swoją drogą, jak oni uwierzyli w elektryczność?). Zatem problemowi należy dać odpór i go ośmieszyć na oczach całego świata. I tak powstał słynny eksperyment Stodoła, zwany monachijskim, dzięki któremu do dziś naukowcy uważają się za zwycięzców.
W dużym skrócie, eksperyment zasadzał się na wybraniu 43 różdżkarzy z 500 (pytanie, jak dokonano wyboru tych najlepszych, skoro istnienie ich umiejętności było podawane w wątpliwość?) i usadowieniu wybrańców w stodole, gdzie pod podłogą ukryto rurę, w której płynęła woda. Radiestetom kazano wskazać miejsce jej położenia. Udało się to jedynie sześciorgu, co mimo wszystko okazało się sukcesem. Ostateczny werdykt brzmiał bowiem: prawdziwą istotę zjawisk radiestezyjnych można uznać za udowodnioną empirycznie.
Nie pasowało to zupełnie utytułowanym przeciwnikom radiestezji, więc nie minęło lat kilka gdy werdykt odwołano, potępiając i odsądzając od naukowej czci i wiary tych, którzy go wydali. A sukces sześciu różdżkarzy uznano za zbieg okoliczności lub statystyczne wahnięcie.
W zasadzie, co do meritum, iż eksperyment nie został przeprowadzony we właściwy nauce sposób, mieli rację. Nie miał prawa się udać. Jakże bowiem rurę pod podłogą można porównywać do cieku wodnego w terenie, ocierającego się o podłoże geologiczne, złożone z wielu warstw, które pod wpływem tarcia wody rezonują taką, a nie inną odpowiedzią, wychwytywaną przez wrażliwych osobników?
To mniej więcej tak, jakby elektrykowi poszukującemu odpowiednim sprzętem znajdujących się pod tynkiem przewodów pod napięciem, położono w ich miejsce dwie bawełniane linki o takim samym przekroju.
Niejaki James Randi, iluzjonista tropiący oszustwa naukowe, ufundował milion dolarów za udowodnienie wszelkiego rodzaju psychotronicznych zjawisk, w tym różdżkarskich.
Do mnie na działkę przybył pan z różdżką – taki Jańcio Wodnik – i z marszu znalazł dwa miejsca na studnie. Wodę z tej studni mam w domu do dziś. I co? Mam ten milion dolarów?
O eksperymencie Stodoła szybko zapomniano, a może i kazano zapomnieć, nie biorąc pod uwagę, że jeśli miał to być eksperyment naukowy, należało pochylić się nad nim solidniej i poświęcić mu dłuższy cykl badawczy, biorąc pod uwagę choćby warunki, jakie występują w terenie w obecności prawdziwych cieków wodnych.
Jeśli jednak z góry przyjmuje się założenie, że kamienie z nieba spadać nie mogą, bo w niebie nie ma kamieni – jasnym jest, że udowodnienie innej racji staje się niemożliwe. Bywa jednak, że podchodząc do eksperymentu bez takich założeń, i dając sobie trochę więcej czasu na solidność przedstawienia odmiennej tezy – można nawet udowodnić, że ciało stałe jest płynem.
Przykładem jest eksperyment kropli smoły, rozpoczęty w 1927 r. przez profesora Thomasa Parnella z australijskiego Uniwersytetu Queensland. Naukowiec nie żyje już od 78 lat, a doświadczenie trwa nadal, prowadzone przez jego uczniów i kolejne pokolenia naukowców. Profesor postanowił udowodnić, że niektóre ciała, wydające się stałymi, są… cieczami o bardzo wysokiej lepkości. Wlał więc roztopioną smołę do lejka, którego wylot przez trzy lata był zakorkowany. Po tym czasie zdjął korek, robiąc smole ujście. Okazało się, że uformowanie kropli, która mogłaby się od lejka oderwać trwało 10 lat, profesor zaś dożył wypływu zaledwie drugiej kropli. Kiedy spadła ósma, oszacowano lepkość smoły. Okazała się 230 miliardów razy większa od wody.
To doświadczenie figuruje w księdze rekordów Guinnessa jako najdłuższy, trwający nieprzerwanie do dziś eksperyment laboratoryjny na świecie. Ciekawostką jest, że każdemu może się udać zobaczyć spadającą kroplę, ponieważ laboratorium monitorują trzy kamery, a przekaz jest upubliczniany w Internecie. Trzeba mieć jednak trochę cierpliwości. Ostatnia, dziewiąta kropla spadła, jak podają źródła, w 2014 r.
Eksperyment eksperymentowi nierówny. Wszystko, najwyraźniej, zależy od tego, czy jest on wykonywany w sposób naukowy, czy naukawy, jak mawiał mój nauczyciel różdżkarstwa, Jacek Papiewski.





