
Już od starożytnych czasów ludzi wierzyli i czuli, że świat, w którym żyją, jest pełen tajemnic, niewyjaśnionych zjawisk, duchów i różnych niematerialnych istot. Wierzono, że tak właśnie jest, że światy materialny i niematerialny przenikają się nawzajem i wzajemnie na siebie oddziałują. Wszystkie wielkie duchowe tradycje stwierdzają, że śmierć nie jest czymś ostatecznym, końcem egzystencji człowieka. To bardzo ważne stwierdzenie dla ludzi. W tradycji buddyjskiej uważa się też, że pomiędzy kolejnymi wcieleniami istnieje tzw. stan pośredni, zwany bardo
Bardo
Na Wschodzie, w naukach zwanych bardo, życie i śmierć postrzega się jako dwie strony tej samej rzeczywistości, ponadto proces umierania, jak i sama śmierć są tylko kolejnymi etapami w łańcuchu reinkarnacji, mogącym poprowadzić ku lepszemu odrodzeniu.
W tradycji buddyjskiej uważa się też, że energia jednostki nie ginie wraz z jej śmiercią i, podobnie jak nasza jaźń, podlega ciągłej transformacji. Śmierć i narodziny są jednym z jej momentów.
Pomimo tego, że ciało fizyczne ulega rozkładowi, sam umysł, świadomość i ciało mentalne pozbawione tendencji oddzielają się od ciała fizycznego i wędrują do bardo.
Nawiedzony szpital
Pewne elementy tego procesu można było zauważyć w tajemniczych zdarzeniach, które zaszły w Szpitalu Czerniakowskim przy ul. Stępińskiej w Warszawie, przedstawionych bardziej szczegółowo przez Marka Rymuszko i Annę Ostrzycką w książce Powrót nieuchwytnej siły. Natomiast wypadki, opisywane teraz przeze mnie, wydarzyły się już po ich wyjściu ze szpitala.
Przebywał tam od paru tygodni nieprzytomny mężczyzna. Trwał pomiędzy życiem a śmiercią i właśnie wraz z jego obecnością pojawiały się zjawiska paranormalne.
Znacząco zakłócały one pracę personelu medycznego i spokój pacjentów. Otóż pewnego dnia zauważono fruwające w powietrzu łyżeczki, fiolki, plastry, ampułki i małe kieliszki. Włączały się (bez widocznej przyczyny) alarmy pomp infuzyjnych, migotało światło, przedmioty przemieszczały się, nawet te osobiste pracowników medycznych
Personel szpitalnego oddziału był mocno poirytowany niezwykłymi zjawiskami, tym bardziej że mocno powątpiewano w ich realność. Pojawiły się one w piątek 18.06.1993 r. A potem występowały regularnie w piątki od godziny 23.00 do rana. Opisali je również dziennikarze Gazety Wyborczej.





