Przejrzawszy niemal już wszystko, co napisali etnografowie na temat demonów ludowych, trudno mi się oprzeć wrażeniu, że idea wolnej woli była dla naszych przodków nieintuicyjna. Niekończąca się parada stworów, duchów czy dziwów ludowych składa się głównie z winowajców naszych złych decyzji. Poza nimi znajdziemy liczną armię strażników moralności i normatywnego zachowania
Nie idź tam, bo zdepcze cię taki a taki, Uszanuj rytuał, bo cię taki a taki obsypie parchami. Z opowieści o relacjach ludzi z demonami, bardzo powszechnych na wsiach jeszcze całkiem niedawno, wynika, że wszystkie aspekty ludzkiego życia regulowane były przez siły nadprzyrodzone i niewiele pozostawało miejsca na akty wolnej woli. Ale czy jej istnieniu całkowicie zaprzeczano? Do tego zaraz dojdziemy.
Najważniejszym strażnikiem ludzkiej ścieżki życia była dola, przypisana do opieki nad każdym człowiekiem w dniu jego narodzin. Trzymała ona swojego pupilka jakby na smyczy, wiedząc zawczasu, co go czeka za rogiem, podczas gdy ten, pozornie świadomy swych uczynków i dążeń, rozstrzygający w pocie czoła dylematy życia codziennego, nie miał pojęcia, co mu przyniesie jutrzejszy dzień. Dokonywał więc wyborów najlepiej, jak umiał. Rozważał rozumem wszystkie za i przeciw każdej decyzji i jeśli dany cel zostawał osiągnięty, szedł dalej, jakby nigdy nic. Jeśli natomiast za rogiem wpadał w bagno po pachy – mawiał do siebie z pokorą: No cóż, taka już moja dola. Podejrzewano nawet, że te istoty, niby opiekuńcze i troskliwe, potrafią de facto wykazać się wyjątkową wrednością, a także złośliwością. Ot, stodoła najbogatszego gospodarza spłonęła. Ot, panu, co miał wszystkie bogactwa świata, zmarła nagle najukochańsza córka.
Do każdego ludzkiego nieszczęścia przydzielony był konkretny demon: cicha przynosiła śmiertelne choroby, południca łamała kości kosiarzom w południe, kania porywała dzieci, a kikimora sprawiała, że zgromadzony w pocie czoła skromny dobytek marniał i gnił na oczach. Ale nikt nie zadawał sobie pytania, jak to jest, że dola tych złoczyńców nie dostrzega, dlaczego prowadzi nas prosto w ich objęcia.
Czy demon demona nie widzi?
Jaki panuje w ich świecie porządek? Można by podejrzewać, że tak jak w filmach o gangsterach, policja dogaduje się z mafią za naszymi plecami. Ale wyjaśnienie brzmiało zgoła inaczej:
Jeśli wpadłeś w ręce szkodliwego ducha, widocznie złamałeś jakiś święty zakaz, jakieś tabu. A lista takich zakazów ciągnęła się tak naprawdę bez końca. Nie wyglądała jak dziennik ustaw, z przepisami od – do. O wielu normach postępowania mówiono powszechnie i starano się je przekazywać następnym pokoleniom od najmłodszych lat. Gdyby sprawa była taka prosta, wystarczyłoby pilnować się tych zasad, a życie płynęłoby jak w raju. Jednak niedola zawsze towarzyszyła człowiekowi, więc trzeba było ją jakoś w kosmiczny plan wpisać. Jak ten paradoks rozwiązywano? Ano stwierdzeniem: Było jeszcze jedno tabu, jeszcze jeden demon, jeszcze jedna siła zła, której działania nie wzięliśmy pod uwagę. Lista złych istot nie musiała więc być nieskończona. Wystarczyło, że za ostatnim w kolejce znalazł się do danego przypadku jeszcze jeden wredny stwór.
Przepisem na powodzenie oraz spokojne szczęśliwe życie było więc przestrzeganie wszystkich rytuałów dnia i miejsca. To przepis nie niezawodny, ale z pewnością najlepszy z możliwych. Wybór tej drogi był więc oczywisty. Należało tylko chcieć nią podążać. A czy chcieć to mieć wolę? I czy ta wola była wolna? Intuicja podpowiadała, że wcale nie. Przecież każdy najmniejszy ruch, każda decyzja, każde zachowanie obwarowane było jakimś tabu. Jak tu zatem czuć się swobodnie, kiedy dookoła tyle kamer i strażników? Otóż istniała jednak pewna furtka. Małe okienko wolności dostrzegane tylko przez najwnikliwszych obserwatorów, dostępne tylko dla najodważniejszych. Jednak tych, którym udało się do niego dotrzeć i napełnić płuca wolnością było niewielu. Tak mało, że nie dało się wskazać ich palcem, a jedynie o nich opowiadać, bo byli to bohaterowie baśni, podań i legend. Mowa o tych dzielnych młodzieńcach, którym udało się wjechać na szklaną górę, o pannach, które ruszyły na odsiecz zaklętym kochankom czy o wioskowych głupkach, którym brak rozumu pozwolił przekroczyć Rubikon. Mityczni idole, poruszający się w nierealnym świecie, zbyt mocni i odważni, by móc być jednymi z nas, ale jakoś w dziwny sposób przynoszący nadzieję, że doznanie pełni szczęścia jest możliwe i trzeba tylko bardzo tego chcieć.





