Czy relacje o nawiedzeniach, duchach i opętaniach mogą prowadzić do tych samych wniosków, co klasyczne obserwacje UFO i UAP? O wspólnych schematach doświadczeń, nawiedzonym życiu, zmienionych stanach świadomości i granicach reportażu, a także o zjawiskach z pogranicza z Michałem Stonawskim, autorem książek Paranormalne. Prawdziwe historie nawiedzeń oraz Paranormalne. Egzorcyzmy. Prawdziwe historie opętań, rozmawia Marek Żelkowski
Twoje książki dotyczą nawiedzeń i duchów, ale czy podczas pracy terenowej pojawiały się relacje, które – choć definiowane jako paranormalne – zaczynały niepokojąco przypominać klasyczne obserwacje UFO/UAP?
– To zależy, jak do tego podejdziemy. W najbardziej ogólnym sensie, gdy pytamy o sytuacje, w których historie nawiedzeń okazują się przypominać spotkania z UFO – odpowiedź brzmi: nie. Przynajmniej, jeśli chodzi o przypadki badane przeze mnie na potrzeby dwóch pierwszych książek.
Obecnie jestem jednak w trakcie analizy zgłoszenia w tej materii wyjątkowo niejednoznacznego, ale do tego wrócę za chwilę. Jeśli pytasz o relacje, których szczegóły przypominają klasyczne obserwacje UFO, to tutaj odpowiedź brzmi: tak. Między nawiedzeniami, opętaniami a zjawiskami UFO można znaleźć pewne wspólne cechy. Zacznijmy od nieuchwytności tych wydarzeń. Tak jak w przypadku wielu obserwacji UFO, duchy manifestują swoją obecność, wydawałoby się, iż w dosyć zdecydowany sposób, po czym znikają, rozpływają się w powietrzu. Tu przykład: właściciel pałacu na Dolnym Śląsku opowiedział mi ostatnio, że szedł korytarzem swojego domostwa i zobaczył człowieka, który przechodził naprzeciwko niego z pomieszczenia do pomieszczenia. Mężczyzna miał wówczas gości, więc podążył za tamtym do pokoju, wołając go (sądząc, iż go zna) po imieniu. Ale pomieszczenie okazało się puste, nikogo tam nie było, nie było też innego wyjścia. Jedna z moich rozmówczyń, kiedy pisałem pierwszą książkę, opisywała mi z kolei, że widziała dziwnie ubranego człowieka, niczym więcej się nie wyróżniającego, do czasu, aż zaczął on wchodzić w ziemię – w grunt, tak jakby schodził po schodach, obok budynku, który dzisiaj jest uważany za nawiedzony.
To są sytuacje, gdy pojawia się coś, wydawałoby się, materialnego, jednak szybko okazuje się, że wcale materialne nie jest. Czym zatem jest? Duchem? Obrazem z innego wymiaru? Zapisem energetycznym? Nie wiemy – widzimy to tylko przez chwilę.
Tyle, że nie są to jednostkowe wydarzenia. Moi rozmówcy przez całe swoje życie wielokrotnie doświadczają takich epizodów, i to nie tylko w jednym nawiedzonym miejscu.
Czy to jest podobne do relacji o UFO? Jeśli dobrze rozumiem, wiele osób, których takie wydarzenia dotykają, doświadcza czegoś, co można nazwać nawiedzonym życiem. To są właśnie różne epizody mniej lub bardziej paranormalne. Dobrym przykładem może być chyba historia Terry’ego Lovelace’a, który, zanim doszło do wzięcia go wraz z kolegą na pokład wielkiego trójkątnego obiektu w Diablim Leżu i zanim w szpitalu znaleziono w jego ciele wszczepiony obiekt, doświadczał nocnych odwiedzin małpek – dziwnych stworzeń, które między szóstym a dwunastym rokiem jego życia co noc zabierały go w miejsce, w jakim nie chciał przebywać.
W niektórych relacjach z wydarzeń paranormalnych pojawia się znajome z ufologii poczucie odrealnienia, czasami nawet znalezienia się innej rzeczywistości lub też odcięcia się od realnego świata (sam tego doświadczyłem).





