Chcę bronić kwestionowanego niejednokrotnie pożytku z zainteresowania sprawami i zjawiskami niecodziennymi oraz z badania ich w taki sam sposób, w jaki się to robi w odniesieniu do zagadnień niepolemicznych. Nieznane światy to nie bajeczna terra incognita, leżąca nie wiadomo gdzie i zamieszkiwana nie wiadomo przez kogo. To nie jest kraina snu, majaków i halucynacji. A ci, którzy próbują ją opisać, zobiektywizować, to nie są łapacze snów za pomocą siatki na motyle. Dziwacy, w najlepszym wypadku; choć bez wątpienia sympatyczni, być może dodałby jakiś mniej zacietrzewiony przeciwnik czy jedynie sceptyk
To rzeczywistość, którą odkrywamy dzięki umiejętności spojrzenia na to, co przed nami, za pomocą tego, co w nas najbardziej wrażliwe, otwarte na to jeszcze niezbadane.
Również nauka, jeśli jest nauką, a nie zestawem dogmatów strzeżonych przez naburmuszonych, pewnych siebie buców-mandarynów uczelnianych, musi przyznać, że są na tej ziemi rzeczy, które się nie śniły filozofom. I należy je zbadać na tyle, na ile umożliwiają to narzędzia i metody naukowe, a nie stawiać do kąta jako relikt ciemnego średniowiecza. Niektórzy naukowcy podjęli się tego wyzwania, uważając, że największe pole do popisu otwiera się dla badacza wtedy, gdy wkracza on na ziemie nieznane, pola niezagospodarowane jeszcze przez naukę.
Nauka to nie zestaw dogmatów

fot. materiały prasowe
W lipcu 2016 r. w mainstreamowym The Washington Post ukazała się obszerna wypowiedź dr. Richarda Gallaghera, profesora kliniki psychiatrycznej Medical College w Nowym Jorku. Psychiatra był zdania, że w pracy psychoanalityka całkowite odrzucenie możliwości opętania wydaje się mniej logiczne i często bardziej szkodliwe, niż dokładne przypatrzenie się faktom. Uważam, że dowody na opętanie są tego samego rodzaju, jak dowody na to, że George Washington przekroczył kiedyś rzekę Delaware. W obu przypadkach liczne historyczne relacje świadczą o tym, że taki fakt miał miejsce. Innymi słowy, według uczonego, dowody na zjawiska, które w powszechnym rozumieniu należą do paranormalnych, można znaleźć w świecie realnym. Mimo że samo zjawisko przekracza granice tego, co przyjmuje się za naturalne. Poglądy wyrażone przez psychiatrę z Medical College w Nowym Jorku doczekały się szybkiej refutacji. Dean McKay, Rachel Ammirati i Scott O. Lilienfeld – trójka badaczy, psychologów klinicznych – nazwała jego opinie przesądem przebranym za naukę. Ich tekst krytyczny ukazał się w dwumiesięczniku Skeptical Inquirer, magazynie o nauce i rozumie, jak głosi podtytuł.
Nie jest celem tego tekstu wnikać w szczegółowe spory między wymienionymi uczonymi. Dlatego zacytujmy jeszcze jednego naukowca, który zapewne na artykuł prof. Gallaghera zareagowałby pozytywnie. The Huffington Post w styczniu 2017 r. zamieścił artykuł dr. Stafforda Betty’ego, profesora uniwersytetu stanowego w Kalifornii, religioznawcy, o wszystko mówiącym tytule: Dlaczego powinniśmy poważnie traktować opętania przez diabła? Kalifornijski profesor w swym materiale przedstawił kilka przykładów ilustrujących, do czego zdolne są demony. Każdy z przekazów pochodzi od bardzo wiarygodnych świadków. Wszystkie sugerują coś zdecydowanie nieludzkiego. Żadna z konwencjonalnych teorii materialistycznych nie jest w stanie ich wyjaśnić.
Również inny medyk – Amin Gadit – stwierdził w Psychiatric News, że zjawisko opętania demonicznego zasługuje na naukowe badania. Doktor Gadit jest profesorem psychiatrii na Memorial University of Newfoundland w Kanadzie. Zwrócił on uwagę, że chociaż naukowcy odrzucają opętanie jako czynnik sprawczy (etiologiczny) choroby psychicznej, ale faktem pozostaje, że odrzucenie czegoś, czego nauka nie jest w stanie udowodnić, jest niewłaściwe, biorąc pod uwagę nasze ograniczone zrozumienie świata i jego wytworów [podk. R.K.]. To trochę tak, jakbyśmy w czasach niepodzielnego władania technologii komputerowej orzekli, iż coś nie istnieje, bo nie ma tego w Internecie i przez to nie można tego czegoś poddać ocenie algorytmów. Czy taką opinię uznalibyśmy za rozsądną? Czy podobałby się nam świat negujący życie pozakomputerowe? Czy byłby to świat pełny? Rzeczywisty? Naprawdę nasz? Naprawdę człowieczy?
Kanadyjski psychiatra podkreśla, jakżeż słusznie, że: Zawsze powinno być miejsce na nowe idee, teorie i przekonania. W powyższym kontekście można by uznać, że sprawca opętania może być przedmiotem badań naukowych, który, jeśli zostanie zrozumiany przez większą liczbę psychiatrów, mógłby zrewolucjonizować dziedzinę psychiatrii i zachowań ludzkich. Kontynuujmy więc podróż w poszukiwaniu naukowych podstaw dla opętania demonicznego – konkluduje uczony swą wypowiedź w Psychiatric News.




