Matka znanego astronoma, dla uczczenia którego nazwano jeden z teleskopów kosmicznych, była zielarką i uzdrowicielką oskarżoną o czary. Jak wpłynęło to na myślenie jej syna Johannesa Keplera?
Niegdyś, gdy badacz nieznanych praw Przyrody trafił na trop kamienia filozoficznego, eliksiru nieśmiertelności, czy dokonał odkrycia, sięgając gwiazd, niechętnie dzielił się swoimi odkryciami. Owa sekretność nie była przypadkowa.
Czujne zmysły zawistników, oponentów i ignorantów powodowały, że Trybunały Sanctum Officium miały co robić. Dokonania naukowe, nowe ustalenia i wynalazki nie zawsze uznawano, a te stojące w opozycji do zapisu Słowa Bożego burzyły ład i raz ustalony porządek. Ówczesny świat miał dość swojej biedy, a podważanie dogmatów nie było w cenie. Monopol na wiedzę został jasno określony. Sacrum leżało zbyt blisko od profanum. Po co zatem było kusić los? Samodzielne myślenie, warsztat naukowy, pisanie traktatów często okazywało się ryzykowne. Indeks ksiąg zakazanych był niezwykle pojemny, a stosy czekały na kolejne ofiary.
Przekonał się o tym Johannes Kepler (1571−1630), niemiecki astronom, astrolog i matematyk, któremu zawdzięczamy m.in. trzy prawa ruchu planet oraz odkrycie eliptycznego kształtu ich orbit. Gdy przyszło mu bronić swojej matki przed sądem, musiał mieć nietęgą minę. Katharina Kepler, z domu Guldenmann (1547–1622), pochodziła z dość bogatej protestanckiej rodziny. Dorastała w Eltingen (obecnie kraj związkowy Badenia-Wirtembergia). Podobnie jak w innych niemieckich miastach i w tym regionie miały miejsce osławione polowania na czarownice, nasilone zwłaszcza w XVI i XVII w. Los jej nie oszczędzał – choroba jej matki, trudne dzieciństwo, nieudane małżeństwo, wreszcie ciotka spalona na stosie.
Jej mąż Heinrich Kepler był upartym, wyrachowanym, lubiącym zaglądać do kieliszka damskim bokserem. Prowadził swój interes, po drodze zdążył zbankrutować, później jako najemnik zaciągnął się do wojska hiszpańskiego w Niderlandach. Wolał awanturnicze życie wojaka niż towarzystwo kłótliwej i gderliwej małżonki. Gdy pewnego razu nie wrócił do domu, wszystkim ulżyło, lecz cały ciężar opieki nad potomstwem (siedmiorgiem, z czego troje zmarło we wczesnym dzieciństwie) spadł na barki Katharinie.
W 1598 r. spakowała manatki i wraz z dziećmi przeprowadziła do Leonbergu. Towarzyszył jej ojciec, którego otoczyła troskliwą opieką. Po jego śmierci przejęła majątek, dzięki czemu stała się niezależna finansowo (co wynika z rejestru podatkowego).
Była czułą, choć surową matką.




