W jednej z kultowych gier komputerowych Tomb Raider Lara Croft wyrusza do Rzymu w poszukiwaniu Kamienia Filozoficznego, gdzie natrafia na tajemnicze przejście – Bramę Filozofa. Śladami słynnej archeolożki także my udajmy się na niecodzienną wycieczkę po Wiecznym Mieście przez przestrzeń i czas. Zapnijmy tylko mocno pasy, ponieważ wstrząsy towarzyszące podróży w czasoprzestrzeni mogą być bardzo silne! Zwłaszcza, że i w rzeczywistości można tu natrafić na niezwykłe drzwi…
Gdy spacerowałam po Rzymie, nie spodziewałam się, że natknę się na relikt tak niezwykły, niepasujący do wizerunku tego miasta. Wszak stolica Włoch to Koloseum, Michał Anioł, Watykan i naprzemiennie pojawiające się artefakty z czasów Imperium Rzymskiego czy arcydzieła ze złotego wieku w dziejach sztuki – renesansu. W aurze miasta wciąż czuć martyrologię pierwszych chrześcijan, długoletni autorytet papiestwa i dekadentyzm Felliniego – mieszankę dość wybuchową, jeśli dodamy do tego pewną perełkę z XVII w., o której większość turystów nie ma pojęcia. Ja też nie miałam, dopóki, szukając drogi na skróty z Porta Maggiore na Pola Marsowe, przypadkiem nie zobaczyłam na mapie kropki z napisem Porta Magica. Zaintrygowana nieznanym mi magicznym obiektem architektonicznym, pobiegłam, według mapy, na Piazza Vittorio Emanuele II. Jakaż niespodzianka czekała mnie na miejscu! Zamurowane, niedostępne dla zwiedzających drzwi z tajemniczymi inskrypcjami zadziałały na mnie jak zakazany owoc, skłaniając do zbadania ich historii. W końcu z jakiegoś powodu to wejście zostało zablokowane!
Seicento
Alchemiczna Brama – bo tak brzmi jedna z wielu nazw tego obiektu, w moim odczuciu bardziej adekwatna od przymiotnika magiczna (wł. Porta Alchemica) – jest wspaniałym podsumowaniem ducha oraz wierzeń swojej epoki, a także odkryć w dziedzinie alchemii. Rzućmy okiem na XVII w., na to, co wówczas się działo, zwłaszcza w kręgach włoskich elit i mieszczaństwa. Z jednej strony w sztuce dominuje profanum, np. w ekspresyjnych manierystycznych rzeźbach o tematyce mitologicznej Gianlorenzo Berniniego, oraz w barokowym malarstwie Caravaggia, w którym ostry światłocień wyraża realistycznie dramat kontrastu mroku i światła, Piekła i Nieba, ciała i ducha. Owo rozdarcie pogłębia się w geopolityce oraz filozofii. Koniec renesansu, liczne wojny, dżuma w Królestwie Neapolu (1656−1658) oraz kontrreformacja naznaczyły okres w historii Włoch, zwany seicentem, kojarzący się m.in. ze społecznym upadkiem i ciemnością. To wtedy odbyły się procesy Galileusza, których pokłosiem przez następne stulecia będzie zaciekła wrogość między religią a nauką. A z drugiej strony, w tle, przetacza się echo nowej myśli przybywającej z Północy. W krajach takich, jak Niemcy, Anglia i Niderlandy, w tym samym czasie rośnie w siłę reformacja, a także rodzą się tajne ugrupowania, czego zwieńczeniem będzie powstanie pierwszych masońskich loży. Z Pragi rządzonej przez niezrównoważonego psychicznie. ale za to jakże hojnego dla alchemików cesarza Rudolfa II Habsburga, co rusz wykluwa się nowa tynktura, nowy przepis na kamień filozoficzny. To w XVII w. powstają słynne księgi hermetyczne, takie jak Arcana arcanissima (1614) czy późniejsza o cztery lata zagadkowa Atalanta Fugiens Michaela Maiera (będzie o niej dalej mowa), zaś dzieła Michała Sędziwoja (głośnego alchemika polskiego, sekretarza i posła króla Zygmunta III Wazy) – De Lapiide Philosophorum Tractatus Duodecim (1604), Dialogus Mercurii, Alchym istae et Naturae (1607), Tractatus de Sulphure (1613) i in. cieszą się w XVII- XVIII w. w całej Europie dużą poczytnością i osiągają ogólną liczbę 75 wydań (wliczając w to przedruki w zbiorowych edycjach dzieł alchemicznych), podobnie jak Novum Lumen Chymicum cum accessit tractatus de Sulphure authore D. Lesco Genus amo, z 1644 r. Mimo tak szerokiego wachlarza lektur w zakresie alchemii, hermetyzmu i magii, w dalszym ciągu należy zachowywać ostrożność w wybieraniu książek, wszak oskarżenia o herezje wciąż w okresie seicenta padają raz po raz, a nikt nie chce spłonąć na stosie, jak Giordano Bruno.
Znaki na niebie i Ziemi
Nieco inaczej rzecz miała się u sąsiadów z Północy, wśród których od półwiecza krążył duch Paracelsusa. Już u progu stulecia, w 1604 r., na niebie pojawia się koniunkcja trzech planet – Marsa, Jowisza i Saturna – tworzących razem tzw. Ognisty Trójkąt. Z kolei w październiku tegoż roku daje się zaobserwować wyjątkowe zjawisko – supernowa, którą w swojej książce Nowa gwiazda na stopie Wężownika opisuje niemiecki astronom Johannes Kepler. W tym samym roku zostaje ponoć odkryty grób legendarnego założyciela Bractwa Różokrzyżowców [Różokrzyża] Christiana Rosenkreuza, o czym informuje wydany dekadę później w Kassel Fama fraternitatis. To anonimowe dzieło (przypisywane Johannowi Valentinowi Andreae) stanowi pierwszy manifest różokrzyżowców zawierający skierowane do Europy orędzie o konieczności duchowej przemiany świata. Już samo to stwierdzenie zawiera w sobie potężną siłę przekazu, nic więc dziwnego, że apel wywołuje burzę. Błyskawicznie pojawiają się również pierwsze ofiary, jak Adam Haslmayr, komentator manifestów, wysłany za wspieranie herezji przez Maksymiliana III Habsburga do niewolniczej pracy na galerach w Genui, a także skazany na karę dożywotniego więzienia zięć drukarza tekstów Filip Homagius. Mimo kontrowersji wywołanych przez Famę, szybko wydano dwa inne dzieła różokrzyżowców: Confessio Fraternitatis Rosae Crucis: Ad eruditos Europa (1615 r.) oraz Alchemiczne gody Christiana Rosenkreuza (1616 r.). W tym pierwszym przeczytamy o wadze, jaką przywiązywano do pojawienia się supernowej w 1604 r.: Bóg wysłał zawczasu swoich posłańców, mianowicie gwiazdy ukazujące się w konstelacjach Wężownika i Łabędzia. Jako wielkie znaki jego wzniosłej decyzji mogą one tyle nauczyć, ile w połączeniu z odkryciami ludzkiego umysłu winno służyć jego ukrytemu pismu, ażeby Księga Natury co najmniej otworzyła się i odsłoniła dla wszystkich oczu, jakkolwiek tylko niewielu może ją czytać lub rozumieć. Niemniej jednak odczytywanie wszystkich tych znaków na Niebie i Ziemi jako nadejście zmian, dzisiaj, po czterech stuleciach, możemy obiektywnie uznać za duchowy falstart. Przynajmniej, jeśli chodzi o Rzym, a w końcu do niego prowadzą wszystkie drogi. Najlepszym na to przykładem niech będzie przepowiednia Simona Studiona o upadku papiestwa. Nie tylko nic się nie stało papieżowi, a wręcz przeciwnie, w okresie seicenta władza Watykanu wzrosła, podobnie jak autorytet Kościoła. Rok 1616, w którym wydano dwa kolejne manifesty różokrzyżowców, zapisał się również jako data wpisania dzieła Mikołaja Kopernika O obrotach sfer niebieskich do Indeksu ksiąg zakazanych. Skoro teoria heliocentryczna była we Włoszech non grata, to co dopiero mówić o alchemii…
Fascynująca kobieta z północy
Podczas gdy Watykan prześladował naukowców i protestantów, w Londynie w 1605 r. niemal doszło do wysadzenia w powietrze parlamentu. Anarchiczny zew – spisek prochowy – został stłumiony, ale symboliczna beczka prochu wybuchła kilka dekad później, o co zatroszczył się już Oliver Cromwell. W czasie wojny domowej w Anglii wydany zostaje Lewiatan, z którego po dzień dzisiejszy huczy głos Thomasa Hobbesa o egoistycznej naturze człowieka i wojnie każdego z każdym. A w tym samym czasie z Francji rozchodzi się głos racjonalizmu Kartezjusza, będący echem filozofii starożytnych Greków. Cogito ergo sum – myślę, więc jestem – jedyny filar, na którym można zbudować coś trwalszego od wszechobecnej wieży Babel. Twórczość tego filozofa do tego stopnia rozpowszechnia się w Europie, że szwedzka królowa Krystyna z dynastii Wazów, aby móc osobiście pobierać nauki u mistrza, wzywa francuskiego uczonego do swojego zamku w Sztokholmie. Na jego nieszczęście, jak się wkrótce okazało, ponieważ surowy północny klimat i konieczność odbywania lekcji o 5.00 rano doprowadziły go do ciężkiego zapalenia płuc i śmierci w 1650 r.
Dalsza treść jest płatna
Czytaj bez ograniczeń
Odblokuj treści(najczęściej zadawane pytania). Jeśli dokonałeś już doładowania, kliknij w przycisk „Wykup dostęp” i potwierdź odblokowanie artykułu.







