Od początku lat 50. XX w. badacze UFO i świadkowie obserwacji byli nachodzeni przez tajemniczych mężczyzn/facetów w czerni (Men in Black). Często zastraszali oni ludzi zajmujących się ufologią. Mało kto jednak wie, że mają oni swój żeński, nie mniej dziwaczny odpowiednik…
Men in Black (MIB) pojawili się w USA na początku lat 50. XX w., kiedy przez kraj przetaczała się fala spotkań z latającymi talerzami. Wielu naocznych świadków odnotowało nieraz straszne, a czasem śmieszne spotkania z nimi. Faceci w czerni ubrani byli zazwyczaj w czarne garnitury, nosili ciemne okulary, a na głowach fedory. Charakteryzowała ich blada cera i dziwne zachowania. Zastraszali świadków, próbując zmusić ich do niewyjawiania nikomu swoich przeżyć z UFO, dając jednoznacznie do zrozumienia, że może się to źle skończyć. I tak np. kontrowersyjny ufolog Albert K. Bender (1921−2002), który zajmował się także okultyzmem, obwieścił z pompą, że udało mu się odkryć sekret niezidentyfikowanych obiektów latających. W 1953 r. odwiedziło go trzech smutnych panów o bladej karnacji. Byli ubrani na czarno. Powiedzieli Benderowi, aby zaprzestał badań nad UFO.
– Wyglądali jak duchowni, ale mieli filcowe kapelusze z lekko podwiniętymi rondami. Ich twarze nie były dobrze widoczne, ponieważ nakrycia głowy mieli nasunięte prawie na czoła. Strach dopadł mnie, gdy oczy wszystkich trzech osobników zapaliły się nagle jak żarówki i utkwiły we mnie. Przepalały na wskroś moją duszę, a ból stał się nie do zniesienia. Poczułem, że przekazują mi telepatyczną wiadomość – pisał.
Po wizycie Bender uskarżał się na bezsenność i brak apetytu. Cierpiał na rozstrój nerwów i niebawem podjął decyzję o likwidacji założonej przez siebie organizacji ufologicznej oraz wydawanego przez nią pisma. Kto wie, być może sam sprowokował pojawienie się MiB, ponieważ miał obsesję na punkcie nauk tajemnych, w tym alchemii. Uwielbiał literaturę grozy do tego stopnia, że przerobił swoje mieszkanie na poddaszu w coś, co nazwał gabinetem strachów. Przepełniał je mrok, przedstawienia demonów, czaszek, a jedną ze ścian przyozdobił wizerunkami czarnych kotów.
Ale w historii działały także Women in Black (WIB), które – co ciekawe – nachodzić miały ludzi interesujących się właśnie okultyzmem. Nick Redfern w książce Women in Black: The Creepy Companions of Mysterious MIB (2016) przytacza relacje o nich sprzed ery latających talerzy. W 1850 r. w Nenagh (miasto w hrabstwie Tipperary w Irlandii) rolnik wracając letnią nocą z targu, spostrzegł koło rzeki jaskrawy obiekt w kształcie… talerza. Koń odmówił mu posłuszeństwa, więc mężczyzna podprowadził go w tamtym kierunku, gdzie na mostku stała tajemnicza kobieta w czerni. Uderzyła rolnika w ramię i popchnęła go. Po powrocie do domu okazało się, że ma on na plecach widoczny ślad dłoni. Zmarł w tym samym roku.

The New York Times w 1886 r. opisywał sprawę kobiety w czerni, która miała siać postrach w Scranton:





