Z Romanem Warszewskim o niedawno zmarłym pisarzu i nobliście Mario Vargasie Llosie rozmawia Alicja Dmowska
Mówisz, że to wyrwa?
̶ Nie ma wątpliwości. To ogromna strata dla światowej literatury. Mario Vargas Llosa to jeden z najdoskonalszych narratorów XX i XXI wieku. Jego śmierć, odejście to jeszcze jeden wyraźny znak, że coś się skończyło, że wiele rzeczy będzie wyglądało całkiem inaczej niż do tej pory.
To truizmy…
– Ale nie można ich pominąć w kontekście śmierci pisarza.
A jeszcze niedawno, recenzując na łamach „Migotań” ostatnią książkę Llosy „To dla Pani ta cisza”, pisałeś o nim jako o młodym Matuzalemie.
– Chodziło mi o to, że ta książka napisana jest z iście młodzieńczą werwą i w zawadiackim stylu, iż trudno byłoby się domyśleć, że jej autor to osoba blisko dziewięćdziesięcioletnia. Poza tym wydawało się, że MVLl jest wieczny niczym Sfinks, że był i zawsze będzie. Niestety czas i o niego się upomniał.
Do którego z pisarzy z przeszłości byś go porównał?
– Do Balzaka. Częściowo może do Dostojewskiego. To ten kaliber pisarstwa. Następców nie widać i może w ogóle ich nie będzie, bo czasy teraz całkiem inne.
Która z książek Llosy jest odpowiednikiem „Biesów”?
– Wojna końca świata.
A „Braci Karamazow”?
– Powiedzmy, że Rozmowa w Katedrze.
A jeśli by go porównywać do pisarzy bardziej nam współczesnych, kogo byś wymienił?
– Güntera Grassa.
Czytałam ostatnio artykuł o Llosie w „Polityce”, ale niewiele o się o nim dowiedziałam jako o człowieku.
– Też to czytałem. To był artykuł głównie o książkach MVLl.
My skupmy się na nim samym. Jesteś jednym z nielicznych Polaków, który miał kilkukrotny kontakt z Llosą i ta znajomość trwała aż kilkadziesiąt lat.
– Nie wiem jednak, czy można powiedzieć, że dobrze go znałem. Raczej nie. Znacznie lepiej znali go na pewno Adam Michnik i Tomasz Pindel – biograf pisarza. Z MVLl spotkałem się cztery razy, przy czym za trzecim razem to było kilka spotkań dzień po dniu. Wtedy powstał mój obszerny wywiad z nim, który pod tytułem Skrzydła diabła, rogi anioła ukazał się w formie książkowej. To jeden z najdłuższych wywiadów, jakiego kiedykolwiek udzielił.
A pierwszy raz?
– Było to bardzo dawno temu. MVLl był jeszcze stosunkowo młody. W roku 1982, w czasie mojej pierwszej podróży do Ameryki Południowej, do Peru, zbierałam materiały do książki Pokażcie mi brzuch terrorystki o masakrze dziennikarzy w andyjskiej wiosce Uchuraccay, gdzie tubylcy grupę dziennikarzy wzięli za terrorystów z organizacji Świetlisty Szlak. Spodziewając się nagrody ze strony policji i wojska, zatłukli ich na śmierć. Została wtedy powołana specjalna komisja, która miała wyjaśnić, jak mogło do tego dojść, a w jej skład wszedł m.in. Mario Vargas Llosa. Interesując się tym tematem, nie mogłem go wtedy nie spotkać i nie poznać.
Pisarz nie dziwił się, że sprawą masakry interesuje się młody dziennikarz z dalekiej Polski?
– Owszem, dziwił się, ale miało to bardzo pozytywny wydźwięk. Zachęcał mnie, abym na ten temat jak najwięcej napisał, bo była to kwestia uniwersalna i ponadczasowa.




