Wielu z nas boryka się z niepełnosprawnością w różnym stopniu zaawansowania. Czasem wpisana jest w ludzkie życie od urodzenia, innym razem przychodzi z wiekiem, wskutek choroby, błędu lekarskiego czy wypadku. I choć obecnie łatwiej się z nią zmagać, a komfort życia nie musi być rażąco niski, dzięki dostępności specjalistycznego nowoczesnego sprzętu medycznego (o ile jego cena nie przekracza naszych finansowych możliwości), zawsze jednak wiąże się z trudnościami, utrudnieniami w codziennym funkcjonowaniu, nierzadko dyskomfortem nie tylko fizycznym, ale i psychicznym upokorzeniem.
Dlaczego więc niektórzy w pełni sprawni – osoby bez niepełnosprawności – zachowują się tak, jakby ten problem nigdy nie miał dotknąć ich lub ich bliskich? Kim są właściciele restauracji, którzy nie życzą sobie w swoich lokalach osób słabszych.
Persona non grata?!
Kiedy wiele lat temu, będąc w restauracji w jednym z miast na Dolnym Śląsku, usłyszałam z ust młodych gości, wyglądających na majętnych, że w większych miastach w Polsce istnieją lokale, do których nie wpuszczane są osoby niepełnosprawne, trudno było mi w to uwierzyć. Czyniono tak ponoć dlatego, by ich obecność nie odbierała apetytu stałym klientom. Młodzi zachowywali się, jakby ich nigdy nie miało to dotyczyć, śmiejąc się i żartując ze słabszych. Bardzo długo kwestia ta nie dawała mi spokoju.
Już w sierpniu 2013 r. na portalu poradnikrestauratora.pl dostępny był artykuł Rafała Boruca, w którym pisał on o tym, że media co pewien czas informują o przypadkach dyskryminacji w lokalach gastronomicznych. Dotyczyło to innych, czyli głównie osób niepełnosprawnych, ale także o ciemniejszym kolorze skóry czy obcym pochodzeniu etnicznym. Nie wpuszczano ich do lokalu lub obsługiwano w nieodpowiedni sposób. Niestety, bardzo długo panowało powszechne przekonanie, że hotel czy restauracja to miejsca, w których przedsiębiorca, jako osoba prywatna, może robić niemal wszystko. Swoboda prowadzenia działalności gospodarczej była sprawą fundamentalną, a właściciel ustalał, kto ma prawo wejść i zostać obsłużonym. W wielu obiektach gastronomicznych wprowadzono selekcję, polegającą na tym, że obsługa przy wejściu decydowała o tym, kogo zaprosić do środka. Kilkanaście lat temu pojawił się w tym kontekście element godności osobistej, dlatego restauratorzy zobowiązani zostali do prowadzenia firm w taki sposób, by nie narażać klientów na jej naruszenie – informował Mirosław Wróblewski, ówczesny Dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego i Międzynarodowego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Niestety nie zawsze było i jest to przestrzegane.
Nie-ludzie?
Natomiast Małgorzata Oberlan w Nowościach Dzienniku Toruńskim z 2018 r. opisała sytuację, która się zdarzyła w jednej z restauracji na tamtejszej Starówce. Pracownicom socjalnym Domu Pomocy Społecznej w Chełmnie chyba po dziś dzień towarzyszą traumatyczne wspomnienia z wycieczki do Torunia – gdy będąc wraz z grupą 15 podopiecznych, dzieci i osób dorosłych niepełnosprawnych intelektualnie i fizycznie, w tym na wózkach, w restauracji Sphinx doświadczyły dyskryminacji. Po godz. 12.00 grupa weszła do ogródka lokalu. Podopiecznych na wózkach podprowadzono do wolnych stolików. Gdy pojawił się menager obsługi, pracownica socjalna zapytała, czy dostaną posiłki w cenie do 20 zł. Odpowiedź brzmiała „nie”, choć w witrynie lokalu widniał napis: Lunch: zupa, danie, napój od 16 zł. Dla wspomnianych podopiecznych DPS wycieczka miała być przyjemnością, jednak atrakcję tę zepsuła nieudana próba skorzystania z restauracji.
Incydent ten sprawił, że osoby niesprawne poczuły się jak nie-ludzie. Tego rodzaju dyskryminacja w tym właśnie lokalu nie pierwszy raz spotkała podopiecznych wspomnianego DPS‑u. Wówczas usłyszeli, że jakoby nie ma wolnych miejsc, choć już na pierwszy rzut oka widać było, że to nieprawda. Wówczas kierowca autokaru uparł się jednak, iż zajmą miejsca. Ostatecznie zostali obsłużeni.
Niewidomi klienci
Do jednej z tczewskich restauracji nie wpuszczono natomiast grupy niewidomych turystów. Powodem były asystujące im psy. Pracownicy lokalu zasłaniali się przepisami sanitarnymi, zapominając, że zgodnie z ustawą z 21 listopada 2008 r. osoby niepełnosprawne wraz z psem asystującym mają prawo wstępu do obiektów użyteczności publicznej, w tym pełniących funkcje gastronomiczne. Warunkiem skorzystania z tych uprawnień jest jedynie wyposażenie zwierzęcia w odpowiednią uprząż oraz okazanie przez osobę, której ono towarzyszy, certyfikatu potwierdzającego jego status, a także zaświadczenia o wykonaniu wymaganych szczepień weterynaryjnych. Zaznaczyć należy, iż niepełnosprawny nie jest przy tym zobowiązany do zakładania takiemu psu kagańca czy prowadzenia go na smyczy.
Według orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 28 września 2011 r.: uniemożliwienie osobie niepełnosprawnej skorzystania z usług restauracji jest naruszeniem dóbr osobistych. Takie stanowisko zajął sąd w sprawie przeciwko wspomnianej restauracji. Dodatkowo obciążył jej właściciela karą w wysokości 10 tys. zł na cel społeczny.
Nieporozumienie czy przejaw dyskryminacji?
Podobne niemiłe zdarzenie dotknęło swego czasu Stanisława Kmiecika, znanego artystę malującego ustami i nogami. Wraz z żoną i przyjaciółmi chciał wejść do nowosądeckiego lokalu Bohema na koncert zespołu Antidotum. Nie został wpuszczony, ponieważ nie zgodził się na zdjęcie sportowej kurtki, w której miał atrapy rąk. Zabolało go to, tym bardziej że lokal chwalił się wówczas na swojej stronie internetowej, że jest przyjazny osobom niepełnosprawnym.
Właściciele restauracji, wyjaśniając motywy postępowania swoich pracowników, tłumaczyli, że ochroniarze nie wpuścili pana Kmiecika z powodu niewłaściwego stroju, a nie niepełnosprawności gościa. Miał on bowiem na sobie spodnie i kurtkę moro, a także wojskowe buty. Łatwo się domyśleć, że była to jedynie wymówka, a nie faktyczny powód niewpuszczenia go do restauracji.
– Poprosiliśmy, żeby zadzwoniono do właścicieli, ale usłyszeliśmy, że nie można ich niepokoić w niedzielę. Było ok. 21.30. W końcu ochroniarz stwierdził, że możemy wejść, jeśli mąż ściągnie kurtkę, ale mamy usiąść w kącie, żeby nie płoszyć gości w restauracji – relacjonowała Monika Kmiecik. – Powiedziałam, że równie dobrze mógłby posadzić nas koło toalety, a to, co proponuje, jest poniżające i przykre. Fakt złego traktowania tam gości z niepełnosprawnością jest porażający – dodała.
Ostatecznie państwo Kmiecikowie zrezygnowali z koncertu, nie chcieli bowiem czuć się dyskryminowani.
Ile takich sytuacji się wydarzyło i wciąż wydarza? Ilu niepełnosprawnych doświadczyło dyskryminacji, upokorzenia i poniżenia? Zapewne wielu z nich, czując ogromny wstyd z powodu tego, co ich spotkało, nie poinformowało o tym nikogo i nie domagało się zadośćuczynienia.
Te smutne, bolesne doświadczenia wielu z nas są nieznane, choć bynajmniej nie są rzadkością. Chciałoby się oczekiwać więcej empatii i zrozumienia dla sytuacji osób niesprawnych, które w cywilizowanym społeczeństwie, za jakie chcemy uchodzić, przynajmniej teoretycznie, mają takie same prawa, jak ci, którym się wydaje, że wiecznie będą piękni, młodzi i bogaci. A przecież los bywa czasem złośliwy, mściwy, niesprawiedliwy i nieprzewidywalny.
Redakcja




